sobota, 19 listopada 2011

Fahrenheit

Ostatnimi czasy miałam okazję zapoznać się z kilkoma tytułami  gier, a także wykorzystać czas, by trochę w nie pograć. Nie preferuję tego typu rozrywki, głównie dlatego, iż jestem mocno zrażona do PC-towych gier z powodu płytkości co poniektórych. Na szczęście przekonałam się, iż takowa zabawa nie musi oznaczać prania mózgu, ponieważ istnieją pozycje na tyle ambitne, iż bazują na krawędzi rozrywki i sztuki. Taki np. „Fahrenheit”, który na długo zapadnie mi w pamięć.
Wyobraź sobie następującą sytuację. Znajdujesz się w toalecie w podrzędnym barze. Nie potrafisz wytłumaczyć jak się tam znalazłeś… Dlaczego trzymasz w ręku nóż… Dlaczego wycinasz sobie na rękach symbole smoka… W ogóle nie dysponujesz zbytnią świadomością. Widzisz ciemne pomieszczenie pełne świec. Jesteś przekonany, że znajdujesz się tam, masz na sobie ciemny płaszcz i za chwilę poruszysz narzędziem w celach rytualnych… Tyle że gdy odzyskujesz przytomność  okazuje się, że właśnie zamordowałeś niewinnego człowieka. Nie wiesz co robić, panikujesz, zaczynasz uciekać. Wtedy zatrzymuje cię policjant rozmawiający z kelnerką, który po sprawdzeniu co wydarzyło się w toalecie, zakłada ci kajdanki…
I w ten sposób może zakończyć się historia Lucasa Kane`a, głównego bohatera całej opowieści. Jeśli jedna wczytasz grę w odpowiednim miejscu, możesz umyć ręce, ukryć zwłoki zamordowanego,  schować narzędzie zbrodni, zapłacić rachunek, wyjść z baru niezauważony i złapać taksówkę, która zawiezie cie do domu. Nim policjant zajrzy do WC, zdążysz się ulotnić. Oczywiście jeśli się pospieszysz. Możesz także poprowadzić to zupełnie inaczej. Zabrać nóż ze sobą, bądź schować w śmietniku, zapomnieć zapłacić rachunku, skazując się na uwagę obsługi… Wszystko zależy od ciebie. Każda decyzja będzie miała później wpływ na kolejny bieg wydarzeń.
Niedługo po tym „morderstwie” wrócisz do baru, tym razem jednak jako para detektywów, przydzielona do tej sprawy… Tak właśnie. W grze musisz sterować aż czterema postaciami – Lucasem, detektyw Carlą, detektywem Tylerem, oraz Markusem – bratem Lucasa, z powołania księdzem.  Często aby akcja ruszyła do przodu, konieczna będzie zmiana postaci – np. część osób z chęcią porozmawia z piękną panią detektyw, zaś prychnie niechętnie na widok „czarnucha” (Tylera). 

Ogólnie rzecz biorąc „Fahrenheit” przypomina bardziej interaktywny film niźli jakąkolwiek grę.  Gracz decyduje o niemalże każdym ruchu swojej postaci (nawet o takich drobnostkach jak włączenie lampki, położenie się do łóżka czy zamknięcie okna). Nie oznacza to jednak, ze mamy do czynienia z Simsami, bowiem każdy krok danej postaci decyduje o kolejnych wydarzeniach, jak postępy w śledztwie, czy odkrycie zagadki tajemniczego opętania. Zręczność i refleks, niezbędne w tej grze, będą mieć wpływ także na wspomnienia i siłę woli bohaterów.
Jeśli już przy tym jesteśmy, przyjrzyjmy się statystykom. Jedynym czynnikiem, który ma wpływ na skuteczność naszych postaci jest stan psychiczny. Balansujemy pomiędzy równowagą, a przemęczeniem, które doprowadzi do końca gry. Stabilność może zapewnić nam powodzenie w śledztwie, zdobycie nowych informacji, czy zwykłe czynności jak napicie się wody lub poodbijanie piłki do kosza. Z równowagi zaś może nas wytrącić zmęczenie, złe wiadomości, czy nieciekawe wspomnienia.
Przed rozpoczęciem gry koniecznie należy skorzystać z samouczka, bowiem sterowanie grą nie należy do łatwych. Praktycznie w żadnej z gier nie spotkałam się z takim sposobem kierowania. Choć trzeba się do niego mocno przyzwyczaić, z czasem okazuje się on zadziwiająco logiczny i skuteczny. Niech was nie zdziwi częsta konieczność ponownego ładowania gry. Postacie również posiadają „życia”, a zatem można i zdobyć dodatkowe, dokładnie przeszukując pomieszczenia i szafki.
Sama historia gry bardzo przypadła mi do gustu. Bardzo udane połączenie kryminału z porywającym thrillerem dużo zyskuje, gdy musimy wziąć w nim udział, ba! Sami go napisać. Dodatkową ogromną zaletą gry jest podkład muzyczny. Gdy tylko ujrzałam nazwisko Angelo Badalametti, wiedziałam, ze szykuje się miła dla uszu niespodzianka. Jednak nie spodziewałam się czegoś tak udanego. Z czystym sumieniem stwierdzam, iż jest to najlepszy soundtrack w grze z jakim miałam okazję się styknąć.  Nie tylko podkreśla klimat gry, ale i bardzo zapada w pamięć. Nie widzę innego wyjścia jak czym prędzej zdobyć ową ścieżkę dźwiękową.
Podsumowując – gra jak najbardziej godna polecenia. Posiada ona swoją specyfikę i chwilami może drażnić nadmierną koniecznością ingerencji w czynności bohaterów, to trzeba przyznać, iż wciąga niemiłosiernie. Bardzo polecam granie z osobą towarzyszącą. Samo bycie oglądaczem owego „filmu” sprawia wiele frajdy. Zaś gracze powinni uzbroić się w dużo szybkości i sprawności. To nie jest prosta zręcznościówka.
8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz