czwartek, 17 listopada 2011

Niema opowieść imigranta

Komiks już dawno przestał być uznawany za zwykłą historyjkę rysunkową dla dzieci cierpiących na głód przemocy. Obecnie to nie tylko X-Meni, „Lobo” (nie żebym coś miała do tej serii. Ów ostatni Czarnianin to jakby nie patrzeć jeden z moich ideałów mężczyzny), „Kaczor Donald” czy „Tytus, Romek i A`Tomek”. To także„Kaznodzieja”, który zrewolucjonizował scenę komiksu, czyniąc z niej kategorię sztuki, „Sandman”, który został uhonorowany wieloma nagrodami literackimi (chociażby za historię wyjaśniającą powstanie „Snu Nocy Letniej” Shakespeare`a) oraz Alan Moore, autor kultowych scenariuszy komiksowych opartych na angielskiej literaturze pięknej.

Jednak „komiks” to także grafika, i to ona głównie przyciąga uwagę czytelnika. Mało kiedy zdarza się jednak, aby za tworzenie komiksu brali się zawodowi ilustratorzy. Co może wyjść z takiego połączenia? Doskonałym przykładem tego jest niedawno wydany u nas „Przybysz” Shauna Tana.

„Przybysz” to ilustrowana, niema opowieść imigranta.Wyjeżdża on ze złego miasta, zostawiając na jakiś czas żonę i córkę, aby odnaleźć miejsce, gdzie ich życie mogłoby odmienić się na lepsze. Wraz z tłumem innych uciekinierów dociera on do totalnie surrealistycznego, bajkowego wręcz państwa. Imigrant nie zna ani tamtejszego języka, ani obyczajów, nie wie, że głównym środkiem transportu są tam balony i latające łódki, a zwierzęta w niczym nie przypominają tych dobrze nam znanych. Mimo wszystko jednak imigrant powoli zaczyna radzić sobie w nowym otoczeniu. Zdobywa pracę, poznaje podobnych sobie uciekinierów, którzy opowiadają mu swoje historie. Imigrant po jakimś czasie zaczyna dostrzegać, ze nie wszystko co nowe jest złe, a owo surrealistyczne państwo to prawdziwy raj na ziemi.




Shaun Tan to stosunkowo młody twórca z małym dorobkiem. Dotychczas wydał 7 historii ilustrowanych, a każde przełożył dodatkowo na przedstawienia teatralne. Zdecydowana większość jego dzieł została nagrodzona najbardziej prestiżowymi nagrodami. Nad samym „Przybyszem” pracował 4 lata. I to naprawdę widać. Pomijając już wydanie, które prezentuje się ślicznie, to ta 128 stronicowa opowieść to prawdziwy majstersztyk graficzny. Artysta posługiwał się wyłącznie ołówkiem, dlatego całość składa się z czerwi i bieli na kolorowym papierze. Umiejętności w realistycznym rysowaniu rzeczy kompletnie nierealistycznych, ludzkich twarzy, przyrody, nieba, emocji, budynków, mebli, nawet origami… zachwyca. Nie potrafię sobie wyobrazić ile Shaun musiał siedzieć nad każdym z malutkich kadrów, a co dopiero nad dwustronicowymi planszami. Każdy obrazek w „Przybyszu” to prawdziwa uczta dla oka. Każdy obrazek w „Przybyszu” budzi przemyślenia i rozbudza wyobraźnię.

Sama historia „Przybysza” jest niezwykle ciepła, pełna nadziei i niespodzianek graficznych. Surrealistyczne państwo teoretycznie funkcjonuje tak samo jak każde inne, lecz w naszym świecie nigdy nie spotkalibyśmy takich budynków, pojazdów, czy zwierzaczków (ach ten piesek głównego bohatera). Opowieść ta zawiera w sobie mnóstwo niewinności i prostoty, jednocześnie wpleciono w nią ludzkie nieszczęścia i strach. Całość, jak już wspomniałam, jest niema, tj. nie uraczymy w niej żadnych dymków z napisami. Po przeczytaniu całości uznałam, ze taki zabieg wyszedł komiksowi na dobre. W końcu nasz imigrant i tak nie zna języka w nowym państwie. Czy nie jest tak, że każdy przyjeżdżający do innego kraju bez znajomości języka, nie czuje się niemową?

Piękna historia, piękne wykonanie, piękna oprawa. Jedyne co może odstraszać to dość wysoka cena. Lecz uważam, ze „Przybysz” wart jest tych 80zł. I jeśli tylko wydane zostanie u nas inne dzieło Shauna Tana, kupię w ciemno.

10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz